Przeskocz do treści

#TEST | Infinit QX70S | 3.7 V6

Pozwól, że się przedstawię. Nazywam się Tomasz Świątek, ale mów mi Tom. Jestem architektem i indywidualistą. Lubię wyróżniać się z tłumu, zachowując przy tym klasę. Po ciężkim tygodniu wyskakuję na żerański tor, aby poupalać swojego „roadstera” i się odstresować.

Od jakiegoś czasu moja partnerka, Nikki, zaczęła mnie namawiać, abym zmienił swojego Saaba 9-3 SportCabrio na coś praktyczniejszego. Tylko że od kiedy Saab zniknął ze świata motoryzacji, broniłem się przed zmianą auta jak mogłem. Nie potrafiłem znaleźć marki mogącej zaoferować „to coś”… Aż do momentu kolega z branży, Matt, kupił Infiniti G37S Coupe.

Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu, nawet przez chwilę nie pomyślałem o Infiniti. Być może dlatego, że jest ich bardzo mało na naszych drogach. Bardzo przypadły mi do gustu mi się właściowści jezdne owego G37, ale jeszcze bardziej spodobało mi się to co je napędza – wolnossące V6 o mocy 330 koni.

Zacząłem więc przeglądać ofertę Infiniti. Zakochałem się w nowym Q60. Tylko że Nikki nie chciała kolejnego dwudrzwiowego auta, miała ochotę na SUVa. I znalazłem to co chciałem – QX70S z wolnossącym silnikiem 3.7 V6. Moja partnerka zadecydowała także, że auto ma być białe, ale o środku decydowałem ja. Postawiłem na czerń, która zawsze wygląda świetnie. O ile bryła, mimo że jest już z nami od 7 lat, nadal wygląda świetnie, o tyle wnętrze trąci myszką. Nadal jest… finezyjne, ale Infiti pokazało co potrafi w nowych Q50 i Q60.

Po zapalaniu silnika z wydechu wydobywa się rasowy pomruk widlastej szóstki. Cold start to jest to! O motorze mogę powiedzieć w samych superlatywach. Nie dość, że gada fajnie, to jeszcze sposób, w jaki rozwija moc jest kozacki. Kręci się wysoko i swoim rykiem prowokuje do mocnego wciskania gazu. 320 kucy idzie oczywiście na cztery łapy, za pośrednictwem 7-biegowego automatu. Troszkę się nim rozczarowałem. Nie jest to zła konstrukcja, ale jeśli 8-stopniowy automat w Volvo pracuje lepiej od tego w FXie, to wiedz, że coś jest nie tak.

Układ jezdny idealnie współgra z zespołem napędowym. Nie tylko silnik prowokuje do agresywnej jazdy – zawias jest twardy (przypomina mi ten z X6 pierwszej generacji) a układ kierowniczy jest bezbłędny. Do tego długa maska i możliwość niskiego opuszczenia fotela od razu sprawiają, że to jeden z nielicznych SUVów na rynku, którymi wracam z Centrum na Mokotów przez Wawer. Oczywiście praw fizyki nie oszukamy i w środku zakrętu trzeba na chwilę odpuścić… Ale tylko na chwilę. Na wyjściu docenimy trakcję tego samochodu wciskając gaz w podłogę.

Szkoda, że Infiniti jest marką niedocenianą na naszym rynku. Ich samochody są bardzo dopracowane i tworzone pod entuzjastów motoryzacji. Dzisiaj, ciężko jest odróżnić Volvo od Audi, a BMW od Mercedesa – te auta jeżdżą tak samo. Z Infiniti jest inaczej. I chwała im za to.

Zdjęcia: Martin Klimczak.

 

Kategorie

#TEST