Przeskocz do treści

#TEST | Volvo V40 | T4

Zawsze miałem słabość do Volvo…

Nie mam jednak racjonalnego wytłumaczenia dlaczego. Może dlatego, że jestem minimalistą i lubię ten prosty, skandynawski design.  Wychodzę także z założenia, iż auto którym jeżdżę na codzień ma być komfortowe. Nowe modele Volvo to premium pełną gębą, ale mają jedną, znaczącą przewagę nad Merolami czy Beemkami. Nie rzucają się tak bardzo w oczy i nie budzą złych emocji na drodze. Chyba to jest kluczem do sukcesu tej marki.

Magia T4…

Dwie dekady temu, Volvo miało w ofercie samochód który u niejednego młodego gniewnego przyspieszał bicie serca. Pewnie przychodzi Wam na myśl 850 T5R, ale ja nie o tym. Chodzi mi o V40 T4, które miało pod maską silnik 1.9 turbo o mocy… 200 koni (czyli o 10 więcej niż mój egzemplarz)! W tamtych czasach, to było coś. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, ze V40 2.0 zasługuje na oznaczenie T4. Silnik kipi mocą, a skrzynia świetnie z nim współpracuje. Szkoda tylko, że jest to stara 6-biegowa przekładnia, a nie nowa 8-stopniówka montowana w nowych modelach.  Volvo prowadzi się poprawnie i przewidywalnie, jednak nie tak sportowo jak choćby BMW serii 1. Z drugiej strony, nie po to kupuje się Volvo. Żadna ośka nie będzie się prowadzić tak dobrze jak RWD.Czucie na sterach nadal jest słabe. W tej kwestii Volvo nadal jest za trójcą niemiecką. V40 z silnikiem T4 to idealny daily driver do miasta. Wygodny, nie zbyt duży, z wystarczającą mocą. No i wygląda nowocześnie!

Tak na marginesie…

Uwielbiam wnętrza Volvo. Najprzyjemniejsze w jakich przyszło mi siedzieć. Fotele, nawet w najmniejszym modelu w gamie są bajeczne, a stanie w korkach w takim otoczeniu to czysta przyjemność. Jak się dorobie milionów, to podkupię szefa designu odpowiedzialnego za wnętrza Volwiaków żeby zaprojektował wystrój mojego penthouse’u na Manhattanie. Ale to jeszcze nie teraz…

Zdjęcia autorstwa niezawodnego Marcina Klimczaka. Jeśli ciekawi Cię jego opinia o V40, odpal sobie jego test:

Kategorie

#TEST