Przeskocz do treści

#TEST | Volvo S60 | T5 AWD

Uwierzysz, że druga generacja Volvo S60 jest już z nami od siedmiu lat? Ja też nie. Co prawda lada moment zadebiutuje S60 3.0, ale chyba zgodzisz się ze mną, że najmniejszy sedan w gamie marki wygląda nie gorzej niż nowe Audi A4 czy Mercedes klasy C. A jak jeździ?

Kiedyś wszystko było proste. Jeśli Beemka miała na klapie „530i”, to wiedziałeś, że pod maską serii 5 siedzi 3-litrowa rzędowa szóstka. W Volvo było podobnie – T5 oznaczało (T)urbodoładowaną, (5) cylindrową benzynę. Do czasu. Jak Volvo kocham, nie wiem czemu pozbyli się tych pięciogarowych rzędówek. Rozumiem regulacje unijne i pal licho V8 czy R6, ale dlaczego nie mogli zmodyfikować tych wspaniałych R-piątek?! Te jednostki były były częścią pierwiastka unikalności Volvo. Ten charakterystyczny dźwięk, ta kultura pracy…

W ich miejsce wsadzono nowe silniki Drive-E, które w każdym wariancie mają 2 litry pojemności i 4 cylindry. Na szczęście, zarówno wersje benzynowe, jak i wysokoprężne są bardzo udane. Rok temu testowałem XC60 z najsłabszym dieslem D3 i wywarł on na mnie mega pozytywne wrażenie. Bardzo dobrze radził sobie z napędzaniem niemal dwutonowego SUVa.

Wróćmy jednak do naszego bohatera, pod którego maską siedzi motor o oznaczeniu T5. Nowa „Te-Piątka” ma 245 koni i 350 niutków. Maksymalny moment dostępny od 1500 rpm oznacza super dynamikę. Mimo, że 245 źróbków przenoszone na obie osie nie powoduje mocnego wciskania w fotel, to S60-ka bardzo szybko nabiera prędkości. Auto jest zdradliwe, bo świetne wyciszenie sprawia, że łatwo się zagapić i przekroczyć dozwoloną prędkość.

8-biegowy automat to ta sama konstrukcja montowana m.in w Beemkach z poprzecznie umieszczonym silnikiem – czyli np. w X-jedynce. Lipy nie ma. W trybie sportowym działa bardzo szybko i reakcja na kick-down jest natychmiastowa. Jest tylko jedno ale. Przypatrz się dźwigni skrzyni. Widzisz? Plus jest na górze, minus na dole. 3/4 aut przyzwyczaiło mnie do odwrotnej kolejności. Już kilka razy jadąc dynamicznie, a uwierz mi, tym autem da się szybko jeździć, zamiast wrzucić bieg na wyższy, to zredukowałem go. Nic przyjemnego.

Stery działają z przyjemnym oporem i są odpowiednio precyzyjne jak na możliwości tego samochodu. Dobrze współgrają z usztywnionym zawiasem, który zaskakująco dobrze zbiera nierówności. Oczywiście po przekroczeniu pewnej granicy puści przodem, jednak elektronika wraz z AWD zrobią swoje. Sekret polega na tym, że „es-sześćdziesiątką” musisz wcześniej złożyć się w zakręt, a potem szybko z niego wyjść korzystając z mocy silnika i trakcji, jaką oferuje napęd na cztery koła.

Design wnętrza, jak to w Volvo, jest nietuzinkowy, a materiały są na bardzo wysokim poziomie. Jedynym mankamentem jest fakt, iż nie będziesz mógł nisko opuścić fotela kierowcy. Co prawda nie siedzi się tu jak na krześle, ale nawet w Lexusie IS czy Mercedesie klasy C siedzenie można opuścić znacznie niżej. Z drugiej strony, rozumiem troskę Szwedzkich inżynierów o nasze plecy. Opcjonalne sportowe fotele (à la kubełki) są nieziemsko komfortowe. S60 jest jednym z tych aut, z których po długiej trasie nie wyjedziesz zmęczony!

Jedyne po czym poznasz, że S60 ma swoje lata, to system inforozrywki. O ile obsługa jest relatywnie intuicyjna, o tyle płynność działania może rozczarować. System audio High Performance gra zaskakująco dobrze jak na swoją moc (180 watów), ale jeśli jesteś audiofilem, to polecam dopłatę do 12-głośnikowego zestawu Harman Kardon. Naprawdę warto!

Jakiś czas temu napisałem, że Volvo V40 jest idealnym daily driver’em. Po dogłębnym poznaniu S60-ki, zmieniłem zdanie. S60 z silnikiem T5 i napędem na cztery koła sprawdza się w tej roli jeszcze lepiej. Ma dwa oblicza. Po wciśnięciu przycisku ECO+ możesz spokojnie podróżować w każdych warunkach, jednak wystarczy jeden ruch ręki, przestawiający lewarek zmiany biegów w tryb S i w aucie budzi się zwierze. Nie zabraknie Ci ani mocy, ani przyczepności.

Kategorie

#TEST