Przeskocz do treści

#TEST | GMC Yukon Denali | 6.2 V8

Przez długi czas nie rozumiałem filozofii amerykańskich samochodów…

Auta te zawsze były toporne, ich niskoobrotowe silniki pochłaniały hektolitry paliwa, a zawieszenia były bardzo miękko zestrojone. W tym tygodniu postaram się rozgryźć o co Amerykanom chodzi.

Po otwieraciu masywnych drzwi staję na stopniu i wspinam się niczym do ciężarówki. Środek Yukona bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Jeździłem wieloma amerykańskimi samochodami „premium” i bywało, że ich jakość odbiegała od popularnych europejskich marek. Nowy Yukon zrywa jednak ze złym wizerunkiem starszych kolegów. Na desce znajdziemy wiele elementów wykonanych z aluminium i drewna. Skóra na fotelach jest bardzo wysokiej jakości i nie powstydziłby się jej nawet Mercedes. Jeżeli chodzi o kabinę, to jest ona bardzo szeroka. Tylna kanapa sama w sobie oferuje mnóstwo przestrzeni, a gdyby było nam ciasno, możemy pochylić oparcia.

Zaplam silnik i…

od razu na mojej twarzy maluje się uśmiech. Takie jednostki mają prawo bytu tylko w USA. Wolnossące V8, o pojemności 6.2 litra, mocy 420 koni i maksymalnym momencie obrotowym wynoszącym 620 Nm. Żadnego turbo, żadnej sprężarki mechanicznej. Napęd przenoszony jest, w zależności od kierowcy, na tylną oś lub wszystkie koła, za pośrednictwem 8-biegowej skrzyni automatycznej. Swoją zadanie wykonuje doskonale – płynnie zmienia biegi, a gdy trzeba potrafi zrzucić kilka biegów na raz w mgnieniu oka. Spalanie? Na autostradzie może zejść do jakichś 9 litrów na setkę, natomiast w cyklu mieszanym 15 litrów to minimum. ‚Murica.

Bezpieczny, komfortowy i praktyczny…

Taki właśnie jest Yukon. Mam wrażenie, iż ten samochód został zaprojektowany do pokonywania długich, autostradowych tras. Kabina jest bardzo dobrze wyciszona, a pracy zawieszenia nie słychać w ogóle. W zakrętach Yukon zachowuje się nadspodziewanie stabilnie. Czuć, że pojazd waży ponad 2,5 tony, jednak w łukach spisuje się na tyle dobrze, iż nie musimy obawiać się, że auto przewróci się na bok. Jest to zasługą układu Magnetic Ride Control. Sytem ten, można spotkać międzyinnymi w Vette. W dużym przybliżeniu polega to na tym, że w amortyzatorach znajduje się ciecz magnetoreologiczna, która zawiera drobiny żelaza. Pod wpływem pola magnetycznego, drobiny ustawiają się w ten sposób, że stanowią opór wewnątrz amortyzatora. Zmiana ładunku magnetycznego powoduje zmianę oporu amortyzatora. Dzięki temu na prostej drodze samochód bardzo dobrze wybiera nierówności, a gdy wchodzimy w zakręt usztywnia zawieszenie i pozwala go pewnie pokonać.

Co do spalania – jak można się domyślić, nie należy ono do najniższych. Podczas całego testu w różnych warunkach, średnie spalanie wyniosło 17 L/100 km. Gdy lekko obchodzimy się z gazem i podróżujemy ze względnie stałą prędkością, spalanie spada nawet do 9 L/100 km. Jest to zasługą sytemu aktywnego wyłączania cylindrów, który przy niskich obrotach silnika odcina połowę z nich. Mimo komfortu, jakie to auto oferuje, 420 koni mocy kusi. Dźwięk wolnossącej V-ósemki jest symfonią dla uszu, a masaż pleców jaki oferuję przy wciśnięciu pedału gazu do oporu jest najlepszą formą relaksu. Przy mocnym przyspieszaniu, spalanie skacze do wartości 25 litrów na setkę.

Na rynku amerykańskim, GMC Yukon Denali konkuruje z takimi autami jak Range Rover, Mercedes-Benz GLS czy Toyota Land Cruiser. Nie mogę go porównać do żadnego z konkurentów, z racji tego, że nie miałem okazji jeździć żadnym z nich. Cena testowanego egzemplarza to bagatela 80 tysięcy dolarów. Za to, otrzymujemy reprezentatywnego SUVa, który z powodzeniem może zastąpić Audi A8 czy Mercedesa klasy S, a dzięki swoim ponadprzeciętnym właściwościom terenowym, może dojechać tam, gdzie żadna limuzyna nie dojedzie. Na koniec ciekawostka – GMC Yukon jest samochodem wykorzystywanym przez agentów Secret Service w Stanach Zjednoczonych.

Kategorie

#TEST