Przeskocz do treści

#TEST | Ford Mondeo | 1.5 EcoBoost

Wtorek, 8 rano. Ze snu budzi mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Leniwie podnoszę się z łóżka i zakładam szlafrok. Otwieram drzwi i wita mnie uśmiechnięty od ucha do ucha facet. „Sir, I delivered a car for you!” – oznajmia, pokazując mi samochód stojący na podjeździe. I to nie byle jaki! Aston Martin! Z niedowierzaniem przecieram zaspane oczy ze zdumienia. Pozory często mylą. Okazuje się że to Ford Mondeo. Podpisuję papiery i odbieram kluczyki do auta. Szybki prysznic, kawa na przebudzenie i ląduję w nowym Mondeo.

Po zamknięciu drzwi czułem przez chwilę pewien niedosyt. Bardzo chciałem żeby to był Aston Martin. O ile wygląd zewnętrzny może trochę przypominać Astona, o tyle wnętrze jest… nijakie. Trochę powiewa tu nudą. Jakość wnętrza jest na relatywnie dobrym poziomie, jednak nie budzi ono zachwytu. Miękkie materiały wykończeniowe są ładne i miłe w dotyku, natomiast tym twardszym zdecydowanie brakuje  jakości. Najgorzej prezentują się zegary w podstawowej wersji. Zostały po prostu zrobione na odczepnego. Kolejnym nieporozumieniem jest ekran systemu multimedialnego Sync w jego podstawowej wersji. Jego przekątna jest mniejsza niż w większości smartfonów. Miejmy nadzieję, iż po liftingu Ford to zmieni. Zdecydowanie polecam system SYNC 3 z ekranem o przekątnej 8 cali. Jeśli chodzi o ilość miejsca na nogi to mam wrażenie, iż obecna generacja skurczyła się względem poprzednika. Nie można powiedzieć że jest ciasno, aczkolwiek Passat czy Superb oferują pasażerom  więcej miejsca na tylnej kanapie. Pojemność bagażnika wersji sedan wynosi nieco ponad 450 litrów. Jest on foremny, a zawiasy nie wnikają do bagażnika.

Zapalam silnik. Pod maską mojego egzemplarza znajduje się benzynowy silnik EcoBoost o pojemności 1.5 litra. Na rynku amerykańskim ma on 181 KM oraz 250 Nm momentu obrotowego. Ruszam. Skrzynia w tryb S i podłoga. Po małym opóźnieniu czuję uderzenie mocy i momentu obrotowego. Zaraz, zaraz, czy oby na pewno dostałem auto z silnikiem 1.5 turbo?  Wchodzę w pierwszy zakręt i od razu maluje mi się uśmiech na twarzy. Mondeo jeździ tak jak Ford jeździć powinien. Pewnie i sztywnie (ale nie kosztem komfortu). Czuć delikatne przechyły nadwozia, ale podwozie pewnie trzyma się asfaltu. Układ kierowniczy jest mistrzowski. Ford opracował go do perfekcji; nie jest zbyt mocno wspomagany i jest bardzo precyzyjny. Podoba mi się także jego „ciężkość”. Wjeżdżam na boczna drogę i po pokonaniu kilku ciaśniejszych łuków wyłączam układ ESP. Jest on dosyć czuły i kilka razy podczas bardziej agresywnego wejścia w zakręt zdarzyło mi się że hamował on samochód powodując przy tym podsterowność. Dezaktywacja sprawia że czasem na wyjściu z zakrętu możemy doświadczyć przyjemnej nadsterowności. Na zamkniętej drodze można się pobawić autem które przecież waży ponad półtorej tony i jego głównym celem nie jest bynajmniej dynamiczna jazda. A spalanie? Pomyślicie, że skoro to silnik 1.5 to musi być bardzo oszczędny. Nic bardziej mylnego. Dynamiczna jazda skutkuje spalaniem w okolicach 14-15 litrów na 100 km.

Po odrobinie szaleństwa wyruszam w dłuższą trasę. Kieruję się ku autostradzie. Dojeżdżam do rozbiegówki, tryb S i kick-down. Tutaj już nie czuć tej eksplozji mocy, ale auto bardzo szybko osiąga przepisowe 110 km/h.  Ustawiam tempomat i relaksuję się w wygodnym fotelu. Silnika prawie nie słychać, a zawieszenie dobrze wybiera nierówności, aczkolwiek momentami jest zbyt twarde.  W międzyczasie resetuje licznik średniego spalania. Po przejechaniu odcinka 200 kilometrów zgodnie z przepisami – 75% trasa 25 % miasto – średnie spalanie wyniosło 7.5 L na „setkę”.

Mondeo jest naprawdę bardzo dopracowanym samochódem.  Największe wrażenie robi zawieszenie – z jednej strony sprężyste, a z drugiej miękkie. Efekt zdumiewający. „Mondziak” jest moim numerem dwa pośród aut klasy średniej, zaraz za Passatem. Gdyby nie to wnętrze… byłby na pierwszym miejscu.

Kategorie

#TEST