Przeskocz do treści

#TEST | Chevrolet Camaro RS | 2.0 Turbo

W dniu w którym miałem dostać najnowsze Camaro wstałem o 6 rano, ponieważ ciekawość spędzała mi sen z powiek…

Czekałem na to auto z niecierpliwością, pomimo tego, że egzemplarz który miałem dostać do testu był… nijaki. Po pierwsze – automat. Po drugie, pod maską czterogarowe 2.0 turbo o mocy 275 koni.

Siedząc w dużym pokoju i delektując się już drugą kawą tego poranka (wiedziałem że będzie to długi dzień), nagle ujrzałem przez okno niezidentyfikowany, niebieski obiekt. Zerwałem się z fotela, aby podbiec do okna. Coś mi mówiło, że to on. Wybiegłem przed dom, a na moim podjeździe stało przepiękne, niebieskie Camaro z białymi pasami. Zbiłem pionę z Ernesto, który dostarcza mi samochody do testów od GM i pogadaliśmy chwilę. Podpisałem papiery i oprócz kopii umowy o najem, Ernesto wręczył mi broszurę reklamową. Zwykłe lądują one na moim biurku, ale ta z Camaro przykuła moją uwagę, bowiem nagłówek głosił „Camaro’s standard 2.0L Turbo engine is as powerful as any Small Block V8 offered from 1971 to 1995.” No to sprawdźmy jak jest na prawdę!

Nie wracając do domu, szybko wskoczyłem do wnętrza pojazdu. Fotel możesz opuścić tak nisko, że będziesz szorować tyłkiem po asfalcie. Przed sobą masz długą maskę i małą, dosyć pionowo ustawioną przednią szybę. To lubię! Poza tym, wnętrze jest naprawdę dobrze wykonane. Nic nie trzeszczy, nic nie skrzypi, tam gdzie ma być miękko jest miękko. Jest tu o niebo lepiej niż w nowym Mustangu.

Po uruchumieniu silnika…

Ustawiam tryb sportowy,w którym to układ kierowniczy jest słabiej wspomagany, a pedał gazu jest bardziej czuły na ruchy prawej stopy. Decha. Nagle czuje że tyłek zaczyna mi lekko uciekać. Momentalna kontra, i wracamy na miejsce. Okej, jest nieźle, lepiej niż myślałem. Mocy nie brakuje, a i stery są nie najgorsze. Nowa generacja z R4 turbo pod maską jest o wiele bardziej zrywna od poprzednika z wolnossącym V6. Jazda nowym Camaro z tym silnikiem naprawdę daje banana na twarzy. No dobra, ale co z brzmieniem? Jak to stwierdził Jey Wild, to takie cichsze A45 AMG. Brzmi fajnie, jednak nie tak wulgarnie jak najmniejsze AMG. Także strzela z wydechu przy zmianie biegu, a po odjęciu nogi z gazu słychać afterburna.

Jak na silnik turbo przystało, maksymalny moment dostępny jest od niskich obrotów. Jeśli nie przekraczamy 3k rpm, to auto zadowoli się 9 litrami na setkę. I nie mówię tu o jeździe jak emeryt w 15-letniej Fabii, tylko o normalnym poruszaniu się po drodze bez narażania się na mandat. Jeśli jednak Komara będziemy ujeżdżać tak jak Pan Bóg przykazał, to wypije on jakieś 20 l /100 km. Co jak co, ale w kwestii spalania duch muscle cara w nim nie umarł. 8-biegowy automat działa… zwyczajnie. Szału nie ma, nawet łopatki za kierownicą nie są w stanie wiele zdziałać. ZF montowany we współczesnych Beemkach jest o niebo lepszy, o DSG nie wspominając. Ja, nie zależnie od wersji silnikowej, wybrałbym 6-biegowego manuala.

Poprzedniej generacji Camaro najlepiej wychodziła co najwyżej jazda na wprost…

Ten, prowadzi się niczym europejski samochód. Jest koszmarnie twardy, niczym hot-hatch. Stery ma bardzo precyzyjne i da się wyczuć, kiedy przednia oś zaczyna tracić przyczepność. Jest tylko jedno ale – Komar to zdradliwy typ. Kilka razy dałem się złapać. Przy szybszym pokonywaniu ostrzejszych zakrętów, nadchodzi moment, gdzie nos auta chce cały czas jechać do przodu. W momencie gdy skręcamy bardziej kierownicę i zaczynamy bawić się przepustnicą żeby wybrnąć z opresji, tył zaczyna wyprzedzać przód. Jeśli prawidłowo operujemy sterami, wrócimy na właściwy tor jazdy. Jednak jeśli nie umiesz opanować czteronapędowego WRXa na pustym parkingu, to nie szalej Camaro. Źle się to skończy dla Ciebie i otoczenia. Jak na muscle cara przystało, trzeba się nauczyć tym autem jeździć. Hamulce Brembo całkiem dobrze radzą sobie z masą tego auta, jednak wolałbym coś mocniejszego. Jakby nie patrzeć, 275 kucy to nie przelewki!

Tak jak większość z Was i ja byłem negatywnie nastawiony w stosunku do Camaro z silnikiem 2.0 turbo. Tydzień spędzony z tym autem utwierdził mnie, że nie należy oceniać książki po okładce. Auto nie dość, że świetnie się prowadzi, to jeszcze motor reaguje żwawo na nawet najmniejszy ruch naszej prawej stopy. Muszę jednak zaznaczyć, że nie jest to prawilny muscle car, a co najwyżej sportowe coupe.

Ten kawałek puszczałem w Camaro na okrągło. Cholernie pasuje do tego auta.

Kategorie

#TEST