Przeskocz do treści

#TEST | Lexus GS F

Za małolata jarałem się M5 E39. Jak cholera. Jego dyskretny wygląd, w parze z wolnossącą V-ósemką tworzył jeden z tych samochodów, które chce sie mieć. Nadal jestem wielkim fanem tego auta i po cichu liczę, że kiedyś będę mógł go postawić w swoim garażu.

Drugiej takiej M-piątki już nie kupisz (przynajmniej nie nowej) i panowie z Lexa postanowili zabrać trochę klienteli inżynierom z działu M. Pod maskę GSa wsadzili 5-litrowe, wolnossące V8 o mocy 477 KM! Moc rozwijana jest harmonijnie i dochodząc do czerwonego pola poczujesz zastrzyk adrealiny. Silnik pracuje tak swobodnie, wydając przy tym z siebie piękne dźwięki, że coś pięknego!

Mimo tego, że GS F jest samochodem tylnonapędowym, to zaskakuje stabilnością i przewidywalnością…

Nawet po odłączeniu elektronicznych nianiek, kontrola nad nim to czysta frajda. Układ kierowniczy jest precyzyjny i pozwala wyczuć, gdy przednia oś zaczyna tracić przyczepność. Podziwiam to, w jaki sposób zestrojono zawias – przy dynamicznej jeździe nie ma mowy o żadnych przechyłach nadwozia i GS jest niesamowice stabilny. Gdy jednak natrafisz na gorszą nawierzchnię, to samochód nie powybija Ci przysłowiowych pląb. Całkiem fajnie i co ważniejsze, cicho zgarnie to, co jest pod kołami.

Trudno się o coś przyczepić w GS F-ie…

No dobra, 8-biegowa skrzynia automatyczna nie dorównuje odpowiednikom montowanym w niemieckich samochodach. Biegi są zmieniane szybko, lecz nie błyskawicznie. Jedynym niedopatrzeniem ze strony Japończyków jest użycie tandetnych plastików w mniej widocznych miejsach. Poza tym, wszystko spasowano na tip-top i „alcantarowe” smaczki tworzą fajny klimat we wnętrzu. Fotele – jak to w Lexusie, są nieziemsko komfortowe i zaskakująco dobrze trzymają ciało podczas upalania.

Dawno żaden samochód mnie tak nie zaskoczył…

Lexus GS F jest niesłychanie uniwersalnym samochodem. Podróżując w trybie normalnym będziesz spokojnie sunął – zawieszenie Cię nie zmęczy, a przeprogramowana mapa przepustnicy nie sprowokuje. Jednak gdy tylko zboczysz z trasy i przypadkiem znajdziesz boczną drogę (a uwierz mi, będziesz takiej szukać) to banan nie zejdzie Ci z twarzy. GS F jest tak pozytywnym samochodem, że trudno go nie lubić.

Wielkie dzięki dla Kamila Nowickiego za pomoc w zrealizowaniu tego testu. Odwiedzcie jego bloga oraz sprawdźcie go na YT!

Partnerem wpisu jest OtoClassic.pl, nowa giełda klasyków aut z duszą.

Kategorie

#TEST