Przeskocz do treści

#TEST | Renault Espace | TCe 200

Renault Espace zawsze było samochodem… wyjątkowym. O poprzednich Espace’ach można powiedzieć wszystko, tylko nie, że brak im oryginalności. Nie inaczej jest z nową generacją, która z vana przerodziła się w swego rodzaju crossovera. Jego prześwit wynosi 16 cm, także niestraszne będą Ci polne drogi i miejskie krawężniki.

Zaraz, zaraz. Espace i miasto? To nie zwiastuje niczego dobrego. Nic bardziej mylnego – dzięki układowi czterech kół skrętnych 4 Control, Renówka jest zaskakująco zwrotnym samochodem. Twingo to nie jest, ale odnoszę wrażenie że Espacem manewruje się nie gorzej, niż moim Volvo S60. Miałem jedynie mały problem z wpasowywaniem się w niektóre miejsca parkingowe. Przeważnie staram się unikać korzystania jakichkolwiek asystentów wyręczających kierowcę, jednak system ułatwiający parkowanie okazał się bardzo przydatny – manewrowanie blisko pięciometrowym pudełkiem nie należy do najprzymniejszych.

Przyjemna jest natomiast jazda Espacem. Zawieszenie resoruje w nieziemski sposób – jadąc nim, masz wrażenie jakbyś płynął po drodze. Albo nad nią. Dzięki adaptacyjnym amortyzatorom, możesz usztywnić zawias, gdy tylko zajedzie taka potrzeba. Przy bardziej dynamicznej jeździe, zauważysz wychyły nadwozia w zakrętach, jednak auto będzie je pokonywać stosunkowo pewnie.

Motor jaki znajduje się pod maską tego egzemplarza, to dwustukonna jednostka benzynowa o pojemności… 1.6 litra. Mało. Nawet bardzo, jak na tak duży samochód. Na szczęście silnik się nie męczy, a jego wydajność nie spada podczas jazdy z kompletem pasażerów w upalne dni. Prowadząc Espace’a nie masz ciśnienia aby jechać szybciej i szybciej, więc motor jest jak najbardziej optymalny do tego samochodu. Musisz się tylko liczyć z tym, że nawet w trasie Espace spali przynajmniej 10 litrów na setkę, w mieście to będzie 11-12 litrów.

Wnętrze zostało porządnie wykonane i bardzo przypadła mi do gustu ta „pstrokata” kombinacja kolorystyczna. Fotele zarówno z przodu, jak i z tyłu są kapitalne – kilkunastogodzinna trasa nie będzie stanowić dla Ciebie najmniejszego problemu. Dodatkowo te przednie doposażono w funkcję masażu. Do wyboru masz 3 tryby – tonizujący, relaksacyjny i lędźwiowy. O poranku, stojąc w warszawskich korkach tonizujący robił robotę, natomiast w trasie lub po całym dniu nie ma nic lepszego, niż masaż relaksacyjny. Miejsca w Espace nie zabraknie nikomu – ani rosłemu pasażerowi z przodu, ani z tyłu. Trzeci rząd siedzeń do przepastnych nie należy i jest on rozsądną propozycją tylko dla jednej osoby. Po jego złożeniu bagażnik ma 680 litrów pojemności, natomiast po wyciągnięciu tylnych foteli wartość ta spada do 214 litrów.

Renault Espace piątej generacji to samochód zaskakująco dobry, zwłaszcza w swoim niszowym segmencie. Najważniesze dla niego – bez cienia wątpliwości – są komfort i praktyczność, które idą w parze z codzienną użytecznością. Gdybym miał rodzinę, to ten crossoverovan mógłby być moim daily. Chyba dziadzieję…

Kategorie

#TEST