Przeskocz do treści

#TEST | Kia Stinger GT AWD

 

Premiera Kii Stinger GT narobiła sporo zamieszania w świecie motoryzacji. W czasach, gdy koncerny szukają jak największego rynku zbytu, Kia stworzyła samochód dla ludzi takich jak my – przekładających przyjemność prowadzenia ponad wszystko. Wiele osób było niesamowicie podekscytowanych na samą myśl, że marka taka jak Kia stworzyła samochód zbudowany na tylnonapędowej platformie, z podwójnie doładowanym V6 pod maską, za całkiem rozsądne pieniądze. Sam byłem niesamowicie ciekawy Stingera, lecz początkowo podchodziłem do niego z rezerwą, tak aby się nie rozczarować.

Celem stworzenia dopracowanego układu jezdnego, Kia zatrudniła byłego v-ce szefa działu BMW M. Jego zespół stworzył niesłychanie uniwersalny układ jezdny, który oferuje jednocześnie komfort podróżowania i sporo pewności przy agresywnym pokonywaniu zakrętów. Jedynym mankamentem jest brak odczuwalnej różnicy między komfortowym a sportowym ustawieniem adaptacyjnych amortyzatorów. O ile do sportowych nastawów nie mam żadnych zastrzeżeń, o tyle chciałbym, aby w trybie komfortowym nierówności były lepiej tłumione. Wersja z napędem na cztery koła oferuje niewiarygodną przyczepność, a po wyłączeniu kontroli trakcji i ESP auto zatańczy lekko tyłkiem na wyjściu z zakrętów. Precyzyjny układ kierowniczy o zmiennym przełożeniu szybko reaguje na polecenia wydawane przez kierowcę i operowanie sterami Stingera to czysta przyjemność.

Układ jezdny wyszedł inżynierom bardzo dobrze. Nie inaczej jest z układem napędowym – serce Stingera GT to jednostka V6 o pojemności 3.3 litra, która dzięki zastosowaniu dwóch turbosprężarek generuje moc 370 koni mechanicznych i 510 Nm momentu obrotowego. Silnik ten szyci się wysoką kulturą pracy i sprawia wrażenie wolnossącej jednostki. Nawet po ostrym, kilkunasto-minutowym upalaniu nie odczujesz wyraźnego spadku wydajności jednostki napędowej – intercooler dobrze radzi sobie z odprowadzaniem ciepła. 8-biegowy automat działa bardzo sprawnie i szybko, chociaż brakuje mu trochę do ZFa montowanego w BMW. Poza tym, każdy Stinger GT powinien wyjechać z fabryki z aktywnym, sportowym układem wydechowym, bowiem ten fabryczny nie brzmi agresywnie.

O ile wnętrze wygląda luksusowo, o tyle producent powinien użyć lepszych plastików tu i ówdzie. Jest dobrze, ale nie tak dobrze jak choćby w Volkswagenie Arteonie. Podgrzewane i wentylowane fotele zapewniają dobre trzymanie boczne i jak na gran turismo przystało, są wygodne. Z tyłu możesz bez problemów posadzić dwójkę dorosłych i będzie im tam naprawdę wygodnie. 406-litrowy bagażnik jest foremny, a po złożeniu oparć tylnej kanapy, jego pojemność wzrasta do 1114 litrów.

Kia Stinger GT to gran turismo z krwi i kości. Inżynierowie stworzyli samochód, który daje dużo radości z jazdy, zapewniając jednocześnie wysoki poziom komfortu podczas pokonywania długich tras. Za 242 tysiące złotych (tyle jest wart testowany przeze mnie, w pełni wyposażony egzemplarz) otrzymujesz niesłychanie uniwersalny samochód.

Kategorie

#TEST